wtorek, 19 lipca 2011

Był test

Na razie jeszcze nie mogę z nikim pogadać. Gadam z wnętrzem, ale wolę czasem widzieć słowa. Zwłaszcza te ważne i "do zapamiętania".

Dziś potwierdziliśmy. W swoim brzuchu znowu noszę małego człowieka! Tyciuśkiego. Ma dopiero ok. 5 tygodni. To znaczy ciąża ma tyle, nie maluśki. Maluśki - hmm, jakieś trzy:) Dobra, zapisywanie i patrzenie na własne słowa pomogło. Dociera do mnie.
Martwi mnie tylko kompletny brak innych objawów. Senna jestem tyle co zawsze, zmęczona też, mdłości zero, burza hormonów też w miarę w normie. Dobra, znalazłam jeden - tyję. I nie wiem, czy rzeczywiście tyję, czy dopiero teraz zauważyłam. Programowo nie mam wagi w domu, ale widzę po ubraniach i w lustrze, że nie jest dobrze. Niech mnie ktoś pocieszy, że w drugiej ciąży (+ ciągłe karmienie) tyje się po prostu szybciej. Aha, i mam obolałe nogi - nie wiem, od puchnięcia czy od tycia:) Idę zalec na kanapie z nogami w górze i pławić się we własnych myślach, obawach i marzeniach, póki Krzyś śpi.